5Luty2012
Autor: elkaone. Kategorie: Moje wiersze.
Lekko przekrzywiłam głowę,
a świat wykonał gwałtowny,
nieuzasadniony piruet.
A może po prostu rozdzielił się?
Ten zakręcony był kruchy i łamliwy
jak szkło albo lód.
Przywiązana do elastyczności
czułam się dziwnie niespokojna.
Na obrzeżach wzroku
drgały czerwone płomyki.
Zwarcie czy polaryzacja?
Linia śruby wskazywała na to drugie.
Światło odbijało się od granicy dwóch ośrodków,
mózg się wahał, który wybrać.
Polaryzator przepuszcza tylko te fale, które mają
kierunek drgań pola elektromagnetycznego
zbliżony do kierunku wyznaczanego przez szczeliny polaryzatora
- pozostałe są zatrzymywane.
Zatrzyma mnie, czy przepuści?
Przełączam na automatycznego pilota.
22Styczeń2012
Autor: elkaone. Kategorie: Moje wiersze.
Proszę, żebyś napisał wiersz o tym śnie,
wiem, że w tym jest wyzwolenie.
Nie bez ryzyka. Sny są nieobliczalne.
Cały dzień tkwię w klatce.
Impulsy z trudem docierają
przez kraty. Wszędzie woda;
napięcie nie pozwala jej się wylać,
mimo że klatka nie jest oszklona.
Zmagam się z oporem ponad siły.
Moje ciało niczego nie wypiera,
woda też nie próbuje go wypluć.
Zewsząd wychylają głowy dziwne postaci
i rzeczy: aktor, poszukiwani utraceni,
zagubione przedmioty. Im głębiej,
tym większa bezradność.
Z dna widzę, jak schodzisz coraz niżej,
a one próbują wspiąć się po akwalungu w górę.
To walka na śmierć i życie: albo oni albo my.
Pamiętasz? To ja zawsze mówię: musisz walczyć.
Łapiesz mnie za rękę, ja łapię oddech,
jak piłka wyskakuję na powierzchnię.
Napisałeś nowy dzień.
20Styczeń2012
Autor: elkaone. Kategorie: Moje wiersze.
Zimno, zimno, zimno,
miłość niby poszła sobie na dobre,
ale wyłazi ze szpar w podłodze,
wypada z książki,
trzeszczy na płycie.
Zimno, zimno, zimno,
nie zbliżasz się ani na krok.
Ta zabawa się nie sprawdza;
ciepło, cieplej, nigdy gorąco,
nie znajdujesz, nie szukasz.
To pojawia się znikąd.
Dotykasz, pod palcami znajomy kształt
krzepnie błyskawicznie, zastyga,
nie daje ciepła.
Zimno, zimno, zimno,
stop.
17Styczeń2012
Autor: elkaone. Kategorie: Moje wiersze.
Na rogu Czekoladowej i Balladyny spotkałam Puka.
Błędnym wzrokiem rozglądał się wokół, podskakując
kiedy przejeżdżający zbyt szybko samochód
uderzał w przeszkodę, wywalczoną przez mieszkańców
w wielomiesięcznych pikietach.
Drżał z zimna. Cienkie szmatki ledwie przysłaniały nagość,
zeschłe liście wplątane we włosy trzepotały w zimnym wietrze,
próbując się wyrwać na wolność. Wyglądał naprawdę żałośnie.
Skąd się tu wziąłeś? –zapytałam. Nie wiedział.
Wyglądało na to, że wreszcie ktoś jemu zrobił kawał.
W zasadzie powinien to docenić, ale nie wyglądało mi na to.
Sen nocy letniej zamieniony w poranek z zimną mżawką!
W rzeczywistości to jeszcze gorsze, niż się wam wydaje.
A w dodatku lada chwila może pojawić się Skierka
z awanturą, że chcemy zająć jego miejsce.
Nic nie było tym, czym się wydawało,
(mieszać w to trzecią opowieść to już naprawdę za wiele!)
na przykład nigdzie nie było czekolady,
a filiżanka gorącego napoju dobrze by mu zrobiła.
Pat. Zostawiłam go tam,
bo rzeczywistość wołała coraz głośniej.
Był taki lekki, że może uleciał z wiatrem
i wrócił do domu? Ale mówiąc szczerze, wątpię.
U nas wiatry głównie zachodnie.
12Styczeń2012
Autor: elkaone. Kategorie: Moje wiersze.
Kołodziejskim
Znalazłam Ulissesa. Tak, znalazłam go,
ale ukryłam to starannie przed wszystkimi.
Pytacie, jak to możliwe?
Wędrował już wtedy pięć lat.
To bardzo wygodne: wmawiasz wszystkim,
że się starasz, pokonujesz piętrzące się przeszkody,
odbierasz niezliczone wyrazy współczucia
i błąkasz się do woli. Alibi zapewnione.
Jeśli jeszcze jesteś wymowny i potrafisz
nieco ubarwić swoje przygody,
wszyscy mają cię za bohatera,
zamiast za ciapę, kłamcę i krętacza.
A głupia wierna żona tka i pruje, tka i pruje.
I udaje, że widok wciąż niedokończonej szaty
nie wywołuje mdłości.
Jak go znalazłam? Nie wasza sprawa.
Ale kiedy go zobaczyłam posiwiałego,
pomarszczonego i przygaszonego,
i przypomniałam sobie moich młodych adoratorów,
pomyślałam: i na co ci to, kobieto?
Więc wróciłam i znów zabrałam się do tkania.
A kiedy wreszcie przypłynął, mogłam z czystym sercem
powiedzieć, że się cieszę. Wszystko co miało się zdarzyć,
już się zdarzyło.
5Styczeń2012
Autor: elkaone. Kategorie: Moje wiersze.
Ciągle to jutro, jutro i znów jutro
Wije się w ciasnym kółku od dnia do dnia.
W szprychach coraz więcej piasku,
coraz go też więcej w oczach.
Myślisz, że to czas, ten, który bimba nam
przed nosem aż do ostatniej głoski?
Nie wierzę w czas. Gdzie się podziewa
wczoraj, przedwczoraj i ta cała banda?
Moim zdaniem chodzą jak lisek koło drogi;
my mozolnie próbujemy im nadać kierunek,
a droga kiepska, jak to u nas.
Więc właściwie jest swojsko,
a że czasem zazgrzyta w zębach?
Umówmy się, że to samum;
zaraz zrobi się egzotycznie i pociągająco.
To lepsze od marudzenia, że zimy ciepłe,
a lata zimne i w ogóle wszystko nie takie.
Zresztą życie jest tylko przechodnim półcieniem,
to pewne. Ale, zauważ, to wciąż jeszcze nie cień.
31Grudzień2011
Autor: elkaone. Kategorie: Moje wiersze.
Błękitny horyzont, w który się przebrał i z którym się stopił
już dawno zszarzał i jako przebranie funkcjonuje może nawet lepiej;
nie rzuca się w oczy. Więc on teraz uważa, że jest bezpieczny.
Z tą szarością i z tym wypłukanym do cna językiem,
który woda pozbawiła wszystkich cech indywidualnych.
Wyschnięty język z trudem obraca się w ustach.
Jest kruchy i łamliwy. O giętkości może zapomnieć.
Więc – tak myśli – trzeba będzie teraz spróbować używać go inaczej.
Nie płynąć, rzeźbić mozolnie i trochę kanciasto, ale mocno i zdecydowanie.
Wodowskaz zatopiony. Otoczaki poszły na dno.
Cokolwiek teraz powie, będzie szorstkie jak psi język.
Jeśli wyda z siebie coś więcej niż szmer.
Jeśli przypomni sobie brzmienie własnego głosu.
28Grudzień2011
Autor: elkaone. Kategorie: Moje wiersze.
Koniec roku -
Wszystkie kąty
Tego niestałego świata
Zamiecione.
Basho
Koniec roku.
Coraz mniej do zmiatania.
Wstrzymuję świat
żeby się nie stoczył
za szybko.
23Grudzień2011
Autor: elkaone. Kategorie: Moje wiersze.
Jeszcze za wcześnie być piaskiem.
Na tyle rzeczy za późno, ale wciąż jeszcze
można zaczynać. Więc zaczyna.
Biegnij, Lola, biegnij, powtarza jak mantrę.
Wibruje jak struna. Wierzy, że wszystko
dawno postanowione. A jednak biegnie
w przeciwnym kierunku, przynajmniej tak sądzi.
Nie ustaje w próbach odwrócenia czasu.
Zatrzymać się zawsze zdąży. Teraz jest bieg,
pęd powietrza, szybkość, która działa jak szampan.
Na plaży lepi piaskowe baby, jej falochron,
za którym czuje się bezpieczna.
18Grudzień2011
Autor: elkaone. Kategorie: Moje wiersze.
Wierzycie, czy nie, widziałam dzisiaj klucz ptaków.
Nie wiem, jakich, bo leciały zbyt wysoko,
ale klucz pod koniec grudnia
musi otwierać lub zamykać jakąś tajemnicę.
Krzyczały. Bały się czy cieszyły? Odlatywały czy wracały?
Niektórzy uważają, że stąd należy tylko odlatywać.
Ale ptaki wiedzą lepiej.
Więc nie mieszaj im za bardzo, panie pogody i burz.
Są jedną z niewielu stałych w naszym życiu.